<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Malinowska> 
<author_1=Stanisaw Dbowski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1952>
<month=11>
<date=1952-11-23>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Malinowska nie nosia przecie kamieni, nie dwigaa garw, nie staa przy balii. Czysto ubrana i gadko uczesana siedziaa przy okienku w biurze meldunkowym, w cieple i wygodzie. Ludziom z tamtej strony okienka wydawao si nawet, e Malinowska prniaczy i grzebie si. Powoli odbiera karteczki, jeszcze wolniej czyta, sprawdza, odcina, stempluje. Ludziom pieszyo si. Mruczeli i dogadywali, ale po cichu, bo wiadomo byo, e Malinowska lubi robi na zo.
Nieomylnym wzrokiem Malinowska wynajdywaa w formularzu bd, krelia kart czerwonym owkiem i mwia, e le. Trzeba byo kupowa nowy formularz i znw stawa z nim w ogonku, a po godzinach czekania, gdy si ju podeszo do okienka. Malinowska znowu dojrzaa bd. Nienawidzili jej za to, a ona dobrze o tym wiedziaa. Ale co jej mogli zrobi? Bya w swoim prawie, urzdowaa wedug instrukcji.
Takiej pracy nie mona byo lubi. To by myn, w ktrym mey si jakie ludzkie, obojtne, ale naglce sprawy: przeprowadzki, urodziny, wyjazdy, sublokatorskie mioci, maeskie awantury, zgony
Malinowska przez wiele lat siedziaa przy tym okienku. Pami miaa dobr i znaa wszystkie ludzkie sprawy z caej dzielnicy. Dopiero tutaj w biurze dziki jej referenckiej potdze staway si one urzdow rzeczywistoci. e si tam komu urodzi syn? Nie byo tego syna urzdowo, dopki jego istnienia Malinowska nie potwierdzia pieczci. Mg tam sobie by, mogli go na rkach nosi, kpa, huta, przewija, ale to wszystko byo nijakie i zgoa niewane, pki go Malinowska nie wpucia do kartoteki staych mieszkacw. Mogli si kocha Pitek i Jakubowska, mogli nawet ze sob spa, ale Malinowska moga ca t mio zdmuchn, jak dym.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>